Face&Look > Conrado Moreno z Olgą Kowalską o aktorstwie, wzruszeniach i rozśmieszaniu

Conrado Moreno z Olgą Kowalską o aktorstwie, wzruszeniach i rozśmieszaniu

Conrado Moreno tym razem rozmawia z Beatą Olgą Kowalską, aktorką dramatyczną, komediową, musicalową, choreografem.

 
Prezentujemy fragmenty obszernego wywiadu z Olgą Kowalską, który w całości możecie przeczytać w magazynie Face&Look nr 31/2018.
 
C. Aktorka ma wiele zadań do wykonania i stoi przed wieloma wyzwaniami, o których nam opowiesz, jednak zacznijmy od tego kim chciałaś zostać jako mała dziewczynka?
 
B. Myślę, że podobnie jak wiele młodych dziewczyn, chciałam być baletnicą. Zdałam do szkoły baletowej, niestety mój tata stanowczo się nie zgodził na naukę w tak „nieciekawym” towarzystwie i w efekcie dalszych poszukiwań taneczno-artystycznych pojawiło się aktorstwo. A ponieważ byłam dzieckiem lubiącym czytać to miałam bardzo rozwiniętą wyobraźnię. Oglądałam namiętnie teatr telewizji – pamiętam, że jako nastolatka obejrzałam wszystkie sztuki Szekspira zrobione przez BBC. Takie przedstawienie trwało w telewizji nawet do północy i moja mama dawno szła spać, a ja twardo oglądałam Szekspira, którego kocham do dzisiaj.
 
C. Ile miałaś wówczas lat?  
 
B. Dwanaście, taka młodsza nastolatka. Lubiłam także bardzo poezję, którą dzisiaj, choć serce boli, niestety trochę zaniedbano. Ponieważ trenowałam również, przez wiele lat, gimnastykę artystyczną i nauczona byłam pewnego rygoru, moja krnąbrna dusza buntowała się i poszukiwała wolności. Nie byłam dobra z przedmiotów ścisłych i dzięki zainteresowaniom artystycznym mogłam z nich uciekać. Można powiedzieć, że tak skutecznie uciekłam, że jestem w tym zawodzie już ładnych kilka lat.
 
C. Próbuję sobie wyobrazić Ciebie jako tę kilkunastoletnią dziewczynkę, o ogromnej wyobraźni, szukającą wyrazu artystycznego, pracującej także nad swoim rozwojem za pośrednictwem baletu i gimnastyki artystycznej. Zastanawiam się czy już wtedy byłaś świadoma tego, jakim fantastycznym narzędziem ekspresji jest ciało? 
 
B. Gdy nie dostałam się do PWST za pierwszym razem, to w między czasie poszłam do szkoły, która kształciła choreografów. Te dwa lata udowodniły mi jak taniec i ekspresja ruchu jest dla mnie ważna. Poznawaliśmy różne formy tańca i później, gdy znalazłam się w szkole teatralnej, miałam poczucie, że potrzebuję czegoś więcej.  
 
 
C. We Wrocławiu się urodziłaś, wychowałaś, ale nagle „wciągnęła” Cię Łódź – zaczęłaś grać w Teatrze Nowym w Łodzi, jeszcze podczas studiów we Wrocławiu.
 
B. Marzył mi się teatr muzyczny. Pan Andrzej Strzelecki stworzył wspaniały autorski teatr muzyczny „Rampa”. Widziałam wszystkie przedstawienia i marzyłam, by być u niego na etacie, startowałam również do „Metra”, pierwszego polskiego musicalu. Życie tak się potoczyło, że jeszcze podczas studiów otrzymałam propozycję dużej roli w Łodzi. Było to na tyle interesujące, że postanowiłam spróbować i spędziłam tam kawał swojego życia.
 
C. Czy życie aktora przypomina życie wędrowca?
 
B. Coś w tym jest. Jesteśmy, trochę, jak za czasów średniowiecza, komediantami w wiecznej podróży. Kiedyś kolega zobaczył mnie z plecakiem kursującą pomiędzy Trójmiastem, Wrocławiem a Łodzią i nazwał mnie „Włóczykijem”. Przyznam, że trochę mnie to zasmuciło. Jestem ciągle w podróży, ale prawda jest taka, że kiedy zbyt długo przebywam w jednym miejscu to zaczyna mnie „nosić”, nie mogę usiedzieć spokojnie.
 
C. Czym jest dla Ciebie aktorstwo?
 
B. Scena rządzi się swoimi prawami, z jednej strony musimy mieć warsztat, umieć tak mówić, żeby widz w ostatnim rzędzie nas usłyszał. Ale aktor to też psycholog, musimy zdać sobie sprawę z tego, jakie uczucia, jakie namiętności targają bohaterem. Identyfikować się z nim, ale mieć na tyle świadomości, by przefiltrować to przez siebie. By każdego dnia móc na nowo „grzebać „w ludzkiej duszy.
 
C. Aktorstwo serialowe jest odmienne o tego teatralnego, ale porozmawiajmy o roli doktorowej w serialu „Ranczo”. Jakie to dla Ciebie było doświadczenie? 
 
B. Wezółowa była drugoplanową rolą, ale wiedziałam, że jest mocna, „krwista”, i że można z nią coś ciekawego zrobić. Myślałam przez jakiś czas, że ta moja postać nie będzie lubiana, bo to bardzo krewka, wiedząca czego chce, zazdrosna o męża babka. Nagle okazało się, że kobiety bardzo mi kibicują. Gratulują, że tak męża krótko trzymam, i że tak właśnie się powinno robić. To było dla mnie zadziwiające. Nie jestem zbyt często zaczepiana na ulicy. Od pewnego momentu grałam w „Ranczu” w peruce, a jestem teraz blondynką, więc ludzie mówią mi „Dzień dobry”, a w ich oku widzę znak zapytania: „Skąd ja ją znam?”. Kiedyś jakaś pani zapytała mnie, czy jestem córką doktorowej, bardzo mnie to rozbawiło, choć zastanawiałam się, czy to na pewno komplement. Gramy też przestawienia na bazie serialu „Ranczo”, a ponieważ na co dzień nie jestem ognistą brunetką w szpilkach, tylko babeczką w trampkach, noszącą się raczej na sportowo, więc jestem wizualnie zupełnie inną osobą. Zdarza się, że jak jedziemy z przedstawieniem, to panie z obsługi danego obiektu często biorą mnie np. za garderobianą i dopiero, gdy wkładam perukę, maluję usta i zakładam buty na wysokich obcasach, są zaskoczone moją przemianą. To jest właśnie magia teatru, filmu, aktorstwa i cieszy mnie to wciąż jak dziecko.  
 
C. Wzięłaś też udział w ósmej edycji programu „Twoja twarz brzmi znajomo”. Opowiedz nam o tym doświadczeniu.
 
B. Przyznam się, że wzbraniałam się przed tym programem. Myślałam, że jestem już zbyt dojrzała, że to program dla młodych, ściganie się, udowadnianie czegoś komuś. Ale potem stwierdziłam, że jeśli nie teraz, to kiedy? Możliwość ekstremalnego przeobrażania się w kogoś innego mnie skusiła. To bardzo ciężka praca. Można być dobrym aktorem, świetnym wokalistą, ale imitowanie kogoś to jest zupełnie inny rodzaj umiejętności. Trzeba być świetnym obserwatorem, nauczyć się nawyków, sposobu chodzenia, tików i oczywiście zmiany barwy głosu danej postaci. Rodzaju śpiewania. Ale jaka to satysfakcja, gdy pojawiamy się na scenie i ludzie nas nie rozpoznają. 
 
C. Beato, a jaki jest Twój przepis na szczęśliwe życie?
 
B. Myślę, że życie jest tak nieprzewidywalne… zawsze pojawiają się w nim górki i dołki i najważniejsze jest to, jak potrafimy sobie w tych dołkach poradzić. Wszystko może się zdarzyć. Tak, jak jest z miłością – może się pojawić w najmniej oczekiwanym momencie.
 
C. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.


zdjęcia – Magdalena Bieńkowska, @bienkowskamagdalenafotografia, https://www.facebook.com/MagdalenaBienkowskaFotografia/
stylizacja – Alan Ałasa, @alan_alasa, https://www.facebook.com/alanalasa 
make-up – Iwona Marszał

 

 

 
 

Dodaj komentarz

Komentarze

sisi13

Przeczytane Smile