Face&Look > URODA > PORADY > OPALENIZNA Z TUBKI

OPALENIZNA Z TUBKI

By słonecznie wyglądać o tej porze roku, trzeba trochę... poudawać. Jednak dzięki nowoczesnym kosmetykom sztuczna opalenizna może wyglądać jak prawdziwa. Przekonaj się, jak ją uzyskać.

Tyle się słyszy o szkodliwym wpływie słońca, że naprawdę nie warto celowo poddawać się jego działaniu. Promienie UV są nie tylko niespecjalnie bezpieczne i mogą powodować raka skóry, ale też są głównym winowajcą gdy chodzi o jej starzenie się. To właśnie słońce odpowiedzialne jest za powstawanie zmarszczek, przebarwień, utratę jędrności i wszystkie inne możliwe oznaki starzenia. Dla zdrowia i dla urody najlepiej więc by było nie opalać się wcale. Ale...

 

To zupełnie naturalne, że o tej porze roku jesteśmy spragnione opalenizny i tego, co dzięki niej staje się z naszym ciałem. Nie da się ukryć, że złocista skóra wygląda po prostu ładnie! Opalone ciało wydaje się smuklejsze i bardziej apetyczne niż to otulone pozimową bladością. Do wakacji jednak zostało jeszcze trochę czasu – co robić? Możesz opalać się na balkonie – jeśli go masz, nie wstydzisz się sąsiadów i akurat jest dobra pogoda. Ale możesz też trochę poudawać. Opalenizna może być... namalowana. Co więcej, jeśli zastosujesz się do naszych rad, nikt prawdopodobnie nie domyśli się, że nie jest prawdziwa. Sprawdź, jakie masz możliwości.

 

SAMOOPALACZ

Król sztucznej opalenizny, ale nie przez każdą z nas lubiany. To prawda, charakterystyczna woń samoopalacza (spowodowana dodatkiem dihydroksyacetonu, który nadaje skórze złocistą barwę) do najprzyjemniejszych nie należy. Jego nałożenie wymaga wprawy, by na skórze nie pojawiły się nieestetyczne zacieki. Zaletą jest trwałość – uzyskana w ten sposób opalenizna utrzymuje się nawet do tygodnia. Czy można więc umilić sobie stosowanie samoopalacza? Można!

By zminimalizować nieprzyjemne doznania zapachowe, samoopalacz najlepiej jest nakładać na noc. Zasypianie nie będzie może specjalnie komfortowe, za to rano wystarczy szybko wskoczyć pod prysznic, by pozbyć się przykrego zapachu i cieszyć złocistą opalenizną. Jeśli chcesz, by jej kolor był jak najbardziej zbliżony do naturalnego, zawsze wybieraj samoopalacze ze słowem "ciemny" w nazwie. Te przeznaczone do jasnej karnacji zazwyczaj barwią ją na żółto...

No dobrze, a co z zaciekami? I na nie jest sposób! Zawsze, ale to zawsze, nakładaj samoopalacz na wcześniej spilingowaną i niczym nie posmarowaną skórę. Zapomnij o balsamie do ciała przed – skóra musi być sucha i "naga" – dzięki temu zapobiegniesz plamom. By nie ubrudzić sobie dłoni, a także by opalenizna była równomierna, nakładaj samoopalacz... gąbką (może być nawet taka do mycia naczyń). Gdy już nałożysz go na całe ciało, zwilż gąbkę wodą i przetrzyj nią miejsca, które "opalają się" najintensywniej: kolana, kostki i łokcie. Gotowe! Za parę godzin powinnaś stać się posiadaczką (samo)opalonego ciała.

 

KREM KOLORYZUJĄCY

To rozwiązanie dla tych z nas, dla których woń samoopalacza jest jednak nie do przejścia. Krem koloryzujący nadaje skórze brązowy kolor ale tylko do pierwszego prysznica. Zaletą jest odcień tak uzyskanej opalenizny – niezwykle naturalny, a także wspomniany już brak zapachu dihydroksyacetonu. Wadą – zmywalność właśnie – taki kosmetyk nie nadaje się na siłownię ani nieoczekiwany deszcz, bo po prostu spływa ze skóry.

Koloryzujący krem do ciała nakłada się podobnie do samoopalacza na uprzednio złuszczoną, idealnie suchą skórę. Możesz wspomóc się gąbką, by podczas aplikacji zbytnio nie przyciemnić dłoni. Są też kosmetyki, które mają całkiem wygodną formę "rajstop w sprayu", które po prostu rozpylasz na skórze, by cieszyć się ciemniejszą karnacją. Wada? Opalona łazienka ;)

 

 

KREM CC DO CIAŁA

Bardziej kryjący niż krem koloryzujący, ma za zadanie nie tylko przyciemnić skórę, ale też wyrównać jej koloryt. To coś w rodzaju podkładu, tylko że do ciała. Jeśli więc zmagasz się np. z popękanymi naczynkami czy drobnymi bliznami po wrastających włoskach, to rozwiązanie dla ciebie. Tego typu kosmetyki są bardziej gęste, jednak ich aplikacja nie jest specjalnie uciążliwa. Musisz tylko chwilę odczekać, zanim się ubierzesz, by nie ubrudzić sobie nimi ubrań.

Bardzo często tego typu kosmetyki zawierają połyskujące drobinki. Dzięki temu światło ulega rozproszeniu na skórze, która tym samym wydaje się idealna. Uważaj jednak w ostrym słońcu – nagle może się okazać, że opalenizna, która miała udawać prawdziwą, zdradziła cię swoim brokatowym migotaniem!

 

 

Tekst: M.U.

 

Dodaj komentarz

Komentarze

swita77

Rajstopy w spraju mają jeszcze jedną wadę: trzeba uważać na deszcz Wink

OLIWIA25

Te wszystkie kosmetyki nie zastąpią naturalnej opalenizny Smile

Agaagaja

Taka "opalenizna" zawsze wygląda sztucznie, zdecydowanie wolę naturalne muśnięcie słońcem.

maybe92

Nie jestem zwolenniczką samoopalczy, wolę naturalną, nawet lekką opaleniznę. Natomiast o tym kremie CC od Bielendy słyszałam dużo dobrego.

kylaina

To tak jak ja, dużo czytałam i słyszałam opinii o tym kremie CC. Same dobre, ale sama nie próbowałam.

Liliana 5555

Opalone będziemy samopalaczem dodatkowo takie opalanie jest znacznie dużo bezpieczniejsze Smile

bozenkaxxj

Należę do bladziochów i zazwyczaj na początku lata straszę nad wodą :DPo kilkunastu słonecznych kąpielach jest już lepiej Smile

anulkamie (niezweryfikowany)

Zdarzało mi się korzystać z samoopalaczy Smile Ale zdecydowanie wole opaleniznę naturalną Smile

Cameleonka

O proszę: kilka ciekawych patentów i garść przydatnych informacji. Dzięki za artykuł Smile Dodam jeszcze, że "sztuczna" opalenizna ma dodatkową zaletę: nie łuszczy się po niej skóra tak jak po słonecznym opalaniu Wink

eliska

Ten kosmetyk raczej nie dla mnie ja szybko sie opalam i na brązowo ale osobom siedzącym w biurze na pewno sie przyda

mcjazz

Nie zgodzę się z tym, żeby nakładać samoopalacz czy balsam brązujący na suchą skórę... Jestem bladziochem i mnie słońce w ogóle nie łapie, nawet nie używając kremu z filtrem moja opalenizna po tygodniu intensywnego plażowania nad morzem wygląda jakbym dopiero co wyszła na słońce, efekty są mizerne. Wiosną czy wczesnym latem żeby nie straszyć i móc wyjśc w zwiewnej sukience do ludzi bez kompleksu nóg bladziocha, używam balsamu brązującego od Yves Rocher i zawsze, ale to zawsze na wcześniej nawilżoną balsamem skórę. Używanie samoopalacza na suchą skórę gwarantuje plamy, przesuszone miejsca "złapią kolor"mocniej, jakiekolwiek suche skórki będą idealnie podkreślone... A tego raczej wolę unikać Smile

jogav

Chętnie przetestuje rajstopy w sprayu. Zapach samoopalacza jest dla mnie nie do zniesienia.

wampa

nie ma jak słoneczko:)

Liliana 5555

Bardziej bezpieczna będzie z tubki

sisi13

Dla mnie sztuczna zawsze zostanie sztuczną. Ratuję się nią w wyjątkowych sytuacjach, ale nic nie zastąpi przyjemności naturalnego opalania.

dreams1

naturalna opalenizna wygląda po prostu ładniej, ale z ciekawości przetestuję wita liberata Smile