Face&Look > W rytmie flamenco. Tylko u nas! Conrado Moreno rozmawia z tancerką Martą Robles

W rytmie flamenco. Tylko u nas! Conrado Moreno rozmawia z tancerką Martą Robles

Conrado Moreno, redaktor naczelny magazynu Face&Look jest autrem cyklu wywiadów Cafe Con Leche z Conrado Moreno. W każdym opowiada o sobie i swoich pasjach ktoś wyjątkowy. Ty razem to Marta Dębska, pseudonim artystyczny Marta Robles. Tancerka, choreografka i doświadczona instruktorka tańca. Założycielka i szefowa szkoły TRIANA. Solistka i jedna z założycielek grupy Los Payos.
 
Conrado Moreno: Marto, masz wyjątkowo hiszpańską urodę, zajmujesz się tańcem i choreografią, szkoliłaś się u najlepszych nauczycieli flamenco. Opowiedz nam, w którym momencie stwierdziłaś, że właśnie flamenco jest tym, czym chcesz się zająć w swoim życiu?
 
 
Marta Dębska: Poznałam flamenco, kiedy miałam piętnaście lat, czyli miałam wielkie szczęście, że poznałam ten taniec tak wcześnie, kiedy szukałam czegoś dla siebie. Tak jak zauważyłeś, moja uroda jest oryginalna, mam bardzo ciemne włosy i bardzo czarne oczy i od dziecka pytano mnie, czy naprawdę jestem Polką, czy aby nie Hiszpanką albo Cyganką? Zawsze mnie to intrygowało, skąd te czarne oczy. Już od dziecka czułam, że się odróżniam, nie tylko moją urodą, ale i temperamentem. Bardzo lubiłam także tańczyć, miałam dziesięć lat, kiedy zaczęłam tańczyć taniec towarzyski – nie zrobiłam w nim wielkiej kariery z jednego powodu – tam ciągle trzeba było się uśmiechać. A to był dla mnie problem.
 
Nie lubisz się uśmiechać?
 
Lubię się śmiać, natomiast przyklejony uśmiech był dla mnie czymś sztucznym. Tak się złożyło, że pewnego lata na wakacjach w Anglii poznałam Hiszpanów, nieustannie brano mnie za Hiszpankę, mówiono do mnie po hiszpańsku. Zaprzyjaźniłam się z nimi i pewnego razu któryś z nich powiedział do mnie: „Skoro lubisz tańczyć i tak wyglądasz, to musisz zacząć tańczyć flamenco”. Co ciekawe, nigdy wcześniej nie widziałam tego tańca. Jednak kiedy go wreszcie zobaczyłam na filmie video, okazało się, że nie trzeba się w nim uśmiechać. Widziałam skupiony wyraz twarzy tancerzy, bo taniec nie zawsze jest radosny, a bywa nawet poważny. To wszystko spowodowało, że od pierwszego zetknięcia flamenco mnie uwiodło.
 
Lubię burzyć pewne stereotypy, a takim stereotypem jest to, że flamenco musi być zawsze radosnym tańcem uśmiechniętych ludzi. Tymczasem życie pokazuje, że nie zawsze tak jest, bo i Hiszpanie są ludźmi, którzy wbrew pozorom dużo narzekają. Marto, jeśli pozwolisz, przytoczę tu cytat z hiszpańskiego filozofa Ortegi y Gasseta, który napisał tak: „Hiszpania to ból straszliwy, głęboki, przewlekły”. Czy flamenco nie ma czegoś z tym wspólnego, bo to przecież pełen obraz naszych emocji?
 
Na pewno poprzez śpiew, muzykę i taniec ludzie opowiadają o uczuciach bardzo dramatycznych. Rzeczywiście często namacalna jest wielkość tego bólu, a bywa on także i przewlekły – tak jak w życiu, we flamenco te wszystkie emocje się pojawiają. Także i w tańcu, bo co ciekawe, w naszej kulturze taniec kojarzy się jedynie z zabawą, a tam taniec jest także formą wyrazu dramatycznych przeżyć. To jest charakterystyczne dla Hiszpanów – oni bardzo mocno wszystko przeżywają i we flamenco jest bardzo intensywne, duchowe przeżywanie, dotykające, można powiedzieć, takiej pierwotnej formy istnienia. To sprawia, że ludzie pozostają pod jego wielkim wrażeniem, zwłaszcza osoby, które po raz pierwszy zobaczą flamenco.
 
Właśnie, Marto, wytłumacz nam, czym jest termin, powszechnie używany we flamenco, który nazywa się „duende”, co tłumacząc z języka hiszpańskiego na język polski, oznacza czarodzieja, ducha.
 
Jak się to poczuje, to się zrozumie. To jest dotknięcie najgłębszej prawdy. Chyba w każdej sztuce o to chodzi, a w świecie flamenco sposób dochodzenia do tej formy doświadczania jest naprawdę dobrze przemyślany. Czyli dotarcie do najgłębszej prawdy emocji, które w człowieku są zapisane. To się dzieje na koncertach flamenco w Hiszpanii, wystarczy spojrzeć na widzów, którzy bardzo często płaczą. Ludzie przychodzą na koncert, są weseli, jak to w Hiszpanii, nagle ktoś zaczyna śpiewać swoim zachrypniętym zawodzącym głosem, zaczyna „wyć” i jak się rozejrzymy dookoła, to ludzie płaczą, wielkimi łzami. I o to chodzi – oni po to przychodzą.
 
Jest pewna scena w filmie „Porozmawiaj z nią” Pedro Almodovara, w której jeden z bohaterów zaczyna płakać, patrząc na spektakl w teatrze. Ta chwila jest wzruszająca, a my jesteśmy często uczeni, że płakać nie wypada, że to odsłania naszą słabość, a tymczasem to jest ta najszlachetniejsza część naszej osobowości, emocji.
 
Tak naprawdę my tego potrzebujemy, to jest moment, kiedy naprawdę czujemy, że żyjemy.
 
Wspomniałaś o tym, że Hiszpanów poznałaś nie w Hiszpanii, a w Anglii jak zatem wyglądało pierwsze zetknięcie z Hiszpanią?
 
Bardzo dobrze, dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam – wszyscy przystojni, świetnie ubrani i uśmiechnięci. Poznałam główne miejsca Andaluzji, które znałam z piosenek i zawsze mnie to wzruszało, że mogę odnaleźć dokładnie te same nazwy ulic, które padają w słowach ulubionych piosenek.
 
A jak środowisko flamenco Cię odebrało? Czy byli otwarci, ufni?
 
Flamenco stało się międzynarodowe. Natomiast ja rzeczywiście byłam jedną z pierwszych Polek, która uczyła się w tamtejszych szkołach flamenco, choć nie wpasowałam się w ich wyobrażenie na temat Słowianek, bo nie byłam przecież blondynką. Mimo to nie byłam egzotyczna w porównaniu do Japonek, a flamenco jest bardzo popularne w Japonii. Zatem dziś tak mocno nie dziwi to, że osoba nie mająca hiszpańskiego pochodzenia chce się nauczyć flamenco. 
 
Jak Ty się czujesz jako Polka w Hiszpanii?
 
Bardzo lubię Hiszpanię, uwielbiam tam przebywać, bardzo chętnie bym tam zamieszkała. Przede wszystkim uwielbiam radość życia Hiszpanów, niedbałość o szczegóły, fantazje, słońce i pogodę. Mówi się, że Polacy mają ułańską fantazję, ale moim zdaniem to Hiszpanie się ze sobą przytulają na każdym kroku, śmieją się. 
 
Skoro wspominasz o otwartości Hiszpanów, to ja często przyglądając się tancerzom flamenco odnoszę wrażenie, że są dumni i zamknięci. Czy to są pozory, czy to jest skupienie przed występem? Bo w trakcie występu nie widać na ich twarzach emocji.
 
Tak, to jest pewien poziom koncentracji. Flamenco wymaga tego skupienia, to jest bardzo trudny taniec, trudna muzyka, mimo że się ją przypisuje do muzyki ludowej, to pod względem technicznym ona jest niezwykle skomplikowana. Trzeba być skoncentrowanym, przygotowanym psychicznie. Natomiast mogę dodać, że te osoby, które wyglądają najgroźniej na scenie, po występie często są największymi żartownisiami. Są dowcipni i weseli. Także to wszystko to jest pewna forma przekazu, a ta duma jest świadomością tego, kim się jest.
 
Czym różnią się, Twoim zdaniem, Polki od Hiszpanek?
 
Na pewno jesteśmy bardziej rozsądne, przez to bardziej zablokowane, mniej spontaniczne, wszystko analizujemy. Wszystko jest intelektualne, zaplanowane, jesteśmy bardziej rozumne. Więcej w Polkach filozofowania i zastanawiania się. Hiszpanki działają bardziej pod wpływem emocji bez dorabiania teorii do swoich działań. Choć to ciekawe, bo po dłuższym pobycie w Hiszpanii marzę o tym, by z kimś tak poważnie i racjonalnie porozmawiać. Przeważnie te rozmowy w Hiszpanii są okraszone dowcipem, rzadko bywają poważne.
 
Porozmawiajmy o Twojej pasji, bo flamenco jest Twoją pasją. Czy sądzisz, że pasja jest tym, co potrafi naszemu życiu nadać sens?
 
Dla mnie na pewno – nie wyobrażam sobie, żebym nie miała pasji i celu, który by mną kierował. Flamenco mnie ukształtowało, ukształtowało całe dorosłe życie, mój mąż jest gitarzystą flamenco… 
 
Artur Muszyński, doskonały gitarzysta.
 
Nie wiem, kim bym była, gdyby nie flamenco. Studiowałam socjologię, być może byłabym aktywistką na rzecz Puszczy Białowieskiej… Nie wyobrażam sobie życia bez pasji, bo to mnie motywuje do angażowania wszystkich sił do działania.
 
Ta Twoja pasja jednocześnie ma swój wizerunek sceniczny, musisz się przebrać przed każdym występem – czy Marta Robles występująca na scenie jest inna od Marty Dębskiej?
 
Nie aż tak bardzo, chociaż oczywiście strój swoje robi. Przeobrażam się w tych lokach, kwiatach we włosach i dużych kolczykach, ale mimo to ja na scenie czuję się bardzo prawdziwa. Myślę że opowiadam o tym, co chcę opowiedzieć – nie czułam nigdy żadnej sztuczności w tym przebraniu, ono co prawda podkreśla moją kobiecość, moją próżność, ale dokładnie tak, jak chcę. Podoba mi się wizerunek kobiety, jaki reprezentuje flamenco. 
 
 
Więcej przeczytacie w nanjnowszym majowo-czerwcowym numerze "Face&Look"

Fot. Elżbieta Petryka/Flamencodreamcatcher

 

Dodaj komentarz

Komentarze

JULA7

Piękna kobieta z pasją Smile

eliska

Taki taniec trzeba naprawde kochać

sisi13

Nie oddałabym życia flamenco. Podziwiam.

Malinka23

na samą myśl nóżki rwią sie do tańca